Comme des Garcons Stephen Jones

.

Dziś pierwsza z serii recenzji, które powstały dzięki Szarej Róży zwanej Sałatą, która twierdząc, że lubi kiedy się złośliwię obdarowała mnie woreczkiem próbek mających stać się inspiracją dla wielu wrednych tekstów.
Kiedy Sałatka opowiadała mi, że testy Stephena Jonesa przypłaciła torsjami znałam zapach ledwie z pobieżnego niuchania fiolki i naprawdę byłam zdziwiona, cóż Ją tak poruszyło. Wybacz Sałacik – obiecuję więcej niczemu się nie dziwić.


Czego spodziewalibyście się po perfumach z meteorytem w nutach?

Można było przewidzieć, że nie będzie to kolejne drzewne kadzidło jeśli wzięło się pod uwagę, że nazwiska zapachowi użyczył człowiek, który projektuje kapelusze między innymi dla dla brytyjskiej rodziny królewskiej i domu mody Galliano. O Westwood się nie wypowiadam, bo mam sentyment do tej Pani.

Stephen Jones twierdzi, że to kapelusz czyni z mody sztukę, z odzienia kompozycję. Że to właśnie nakrycie głowy jest wisienką na torcie, kropką nad „i”, która zamienia ubranie w kreację. Uważa, że kapelusz skupia uwagę na noszącej go osobie i… Jego kapelusze rzeczywiście uwagę zwracają. Niekoniecznie zachwycają, ale przeoczyć je trudno. Podobnie jest z zapachem, któremu użyczył swego imienia.


Spodziewałam się smrodu, ale oryginalnego. Szczególnie, że to przecież Comme des Garcons.
A dostałam… oryginalny smród, ale i tak zupełnie inny, niż oczekiwałam.

Zamiast ciężkich, ciemnych, gryzących wyziewów siarkowodoru i wypalanej rudy mam na skórze przejrzyste, świetliste sztuczne kwiaty zalane mokrym jeszcze laminatem. Syntetyczne i ostre aż do granicy bólu nosa. Coś między fiołkowym mydłem, a lizolem. Wrażenie dezynfekcji pogłębia dodatkowo nuta ozonowa kojarząca mi się z zapachem sali szpitalnej po sesji wybijania drobnoustrojów za pomocą lamp dezynfekcyjnych emitujących promienie UV.

Z czasem wszystkie te dziwaczne wonie splatają się w jednolity obraz: szpital, oddział zakaźny, lśniąca podłoga, metalowe łóżka, metalowe szafki, a na szafce bukiet fiołków w celofanie. Straszna mieszanka!

Niby nie do końca brzydka, ale dla nabłonka węchowego i żołądka mordercza.
Po dłuższym wąchaniu Stephena Jonesa (nie pana Stephena Jonesa – jego samego obwąchiwać nie miałam okazji) czuję pieczenie w przewodach nosowych, wzrok mi dziwnie ucieka, w żołądku pojawia się ucisk przypominający strach. Bardzo dziwne i nieprzyjemne odczucie.

Data powstania: 2008
Twórca: Antoine Maisondieu (współpraca: Adrian Joffe, Staphen Jones)

Nuty zapachowe:
liść fiołka, meteoryt, goździk, róża, jaśmin, czarny kmin, heliotrop, magma, drzewo gwajakowe, ambra i wetiwer.

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

3 komentarze do “Comme des Garcons Stephen Jones”

  1. Czy wspominałam już, że lubię, kiedy się złośliwisz…?
    Hihi ;P :*

    To niezbyt uprzejme z mojej strony, ale mam niemałą (ba! ogromną wręcz!), wewnętrzną satysfakcję, że Szalony Kapelusznik też lekutko Cię zmorderczył ;P

    Wiem, wiem, sła i słośliwa ze mnie sałata ;P

    Miałaś szczęście, maj dir, że nie wylazły Ci stare jaja :] Jajuszka zepsute, lecz zdezynfekowane :] Cóż za sprzeczność niesłychana :] W celofanie w dodatku :]
    STOP! Dość już, bo czuję , że zielenieję na twarzy… ;P

    Tak, tak, skrzywdziłam się tym testem i nigdy sobie tego nie wybaczę 😛

  2. O tak, sła i słośliwa.
    Prawie pokrewna sła i słośliwa dusza. 🙂

    A zupełnie serio, zapach pobieżnie wydawał mi się całkiem zwykłym zwyklakiem. Ozonowym świeżuchem i pamiętasz, mówiłam, że robi na mnie wrażenie nieinteresującego, a nie koszmarnego.
    Myliłam się. 🙁
    Jaj nie ma, ale koszmarny jest zdecydowanie. Taki podstępny skurczybyk.

    To może umówimy się, że ja Ci wybaczę tę krzywdę, Ty mi wybaczysz moje naiwne niedowierzanie i będziem kwita? :-*

  3. Pamiętam, że ten zapach wybił mnie z butów. A kolega, który nieszczęśliwie spsikał nimi nadgarstek, czuł je jeszcze na drugi dzień mimo intensywnemu szorowaniu. A ja jestem szczęśliwą posiadaczką białej wersji "kapelusza", która ma stanowić przeciwwagę dla bohatera Twojej notki.
    Zachwyciło mnie opakowanie perfum, miniaturowe pudełko na kapelusze, a sam flakon owinięty w kawałek woalki.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Popularne wpisy

AB Blood Concept

Grupa AB jest najmłodszą genealogicznie grupą w klasyfikacji AB0. Powstała na styku dwóch kultur, w wyniku połączenia genów ludów rolniczych i wojowniczych nomadów. Wedle niektórych

Czytaj więcej »

Micallef Patchouli

.Dziś urodzinowo postanowiłam wrzucić coś pięknego. I nie mam na myśli recenzji wcale, tylko zapach.Przedstawiam dziś Państwu paczulową Miss World. Przynajmniej wedle oceny jednoosobowego jury

Czytaj więcej »

Comme des Garcons Amazingreen

Amazingreen poznałam natychmiast po premierze – Comme des Gracons to najważniejsza marka w historii niszowego perfumiarstwa i staram się trzymać rękę na pulsie. Po prostu tak jakoś wyszło, że w 2012 roku zdecydowałam się poświęcić czas i energię na inne perfumy. To jeszcze był czas, kiedy bardziej skupiałam się na mrocznych zapachach i Sabbath of Senses było trochę taką zadymioną jamą w ziemi, do której rzadko docierało światło.
Po latach pisanie wyłącznie o perfumowych kopciuchach stało się nieco monotonne. Prowadząc warsztaty i wykłady siłą rzeczy zaczęłam koncentrować się repertuarze bardziej różnorodnym i zaczęłam go doceniać, czasem podziwiać. Zdarza mi się nawet czasem podkochiwać w perfumach zupełnie niemrocznych, choć trwałych związków raczej z tego nie ma.

Czytaj więcej »